Po co nam muki?

Zwykle paneliści na konferencjach nie zgadzają się ze sobą. Przynajmniej trochę. Tym razem było inaczej. Na wtorkowej konferencji "Moc MOOCów" , zorganizowanej przez Fundację Młodej Nauki, wszyscy jak jeden mąż mówili: muki są nam potrzebne. Nie uciekniemy przed nimi. Po chwili zaś dodawali: Ale to kosztuje! Skąd brać pieniądze?! Jedynie Włodzisław Duch, wiceminister nauki, wyłamał się ciut z tego zgodnego chór: zanim zaczniemy je robić, zastanówmy się jak na nich zarobić. Bo po co w ogóle nam "muki"?

MOOC, swojsko "muk", to masowy otwarty kurs on line. Uczelnie publikują w internecie, za darmo lub za niewielką opłatą, swoje kursy. Boom na nie wybuchł jakieś trzy lata temu, kiedy upublicznienie nagrań ze swoich wykładów zdecydowały się najlepsze amerykańskie uczelnie, z MIT i Stanfordem na czele. W tym momencie istnieje kilkanaście platform z MOOCami, w tym najbardziej znane jak Coursera, Khan Academy, czy europejska Iversity.

Początkowo na platformach umieszczano jedynie nagraniami z wykładów uzupełnionymi np. o quizy czy listę lektur. Teraz sam wykład nie wystarczy. MOOC to seria filmów, animacje, ćwiczenia do pracy samodzielnej i grupowej, forum dla studentów, zadania domowe i co tylko komu przyjdzie na myśl. Przygotowanie tego kosztuje. A co ze zwrotem?

Jak słusznie zauważył prof. Duch, zanim zaczniemy tworzyć platformę, zastanówmy się, po co ją tworzymy i do kogo adresujemy. Czy chcemy pokazać jak świetna jest polska nauka? Wtedy w przygotowanie kursu musimy włożyć spore pieniądze, a potem pozostaje nam liczyć, że zachęceni przez internetowe kursy do Polski zjadą tłumy zagranicznych studentów (głównie Polonii) i tu będą zostawiać swoje pieniądze. A może poprzez MOOC chcemy sprowadzić do kraju nowe kompetencje, których jeszcze nie mamy?

Jedno i drugie wymaga nakładu środków i czasu oraz, najważniejsze, pomysłu na kurs. Bo niezależnie od tego, jaki model biznesowy wybierzemy, platformy MOOC konkurują ze sobą globalnie. Uniwersytety będą musiały stanąć w szranki nie z inną uczelnią z kraju, ale z setkami uniwersytetów z całego świata. Czym wtedy przekonany studentów, żeby poszli do polskiego MOOC, a nie MOOC ze Stanfordu czy Harvardu?
Trwa ładowanie komentarzy...